Scam na kancelarię – nie daj się oszukać!

20-01-2026
/ Przemysław Sulecki

Scam na kancelarię – nie daj się oszukać!

Wyobraź sobie prosty scenariusz: tracisz środki na platformie inwestycyjnej. Każdy w takiej sytuacji może poczuć bardzo mocne emocje. To całkowicie naturalne, ponieważ nie tylko zostałeś oszukany, ale również straciłeś pieniądze. I dokładnie w tym momencie odzywa się „kancelaria”, firma odzyskująca należności albo partner giełdy krypto, na której wykonywałeś transakcje. Wszyscy z kolei odzywają się z tą samą obietnicą szybkiej pomocy. To nie przypadek. To kolejny etap oszustwa, często lepiej dopracowany niż ten pierwszy. Jak nie dać się oszukać po raz kolejny? Dowiedz się więcej na ten temat w tym artykule.

Punkt wejścia – kontakt od „kancelarii”, która wie za dużo

To, co wyróżnia ten schemat, to timing i pewność działań strony kontaktującej się. Mail przychodzi po kilku dniach albo tygodniach od straty. Ktoś przedstawia się jak prawnik, konsultant, pracownik compliance, a czasem powołuje się na regulatora. Bywa, że oszuści podszywają się pod realnie istniejącą firmę, posługują się prawdziwym adresem i numerem telefonu, żebyś poczuł, że wszystko się zgadza.. Tu działa czysta psychologia. Skoro już raz zostałeś oszukany, to teraz szukasz ratunku i łatwiej uwierzyć w profesjonalną pomoc, nawet jeśli zwykle jesteś ostrożny. Tylko skąd oni wiedzą? Takich spraw jest tysiące. I to powinno wzbudzić podejrzenie, bo rzadko kto pomaga sam z siebie.

Dokumenty jak z dużej instytucji – scam na kancelarię

Kolejny haczyk to papierologia. Dostajesz pliki, które wyglądają jak oficjalne pisma zawierają: logotypy, numery spraw, podpisy, odwołania do rzekomych prawników. Czasem dochodzi „oficjalne” pismo z giełdy albo pismo od regulatora. Wszystko ma wyglądać jak komunikacja z dużą instytucją, aby nikt nie kwestionował szczegółów. W praktyce to fałszywki przygotowane dokładnie pod to, żeby Tworzyć wrażenie, że sprawa już się toczy i trzeba tylko dopełnić formalności.

Właściwy przekręt polega na tym, że „środki są, tylko trzeba je odblokować”

Potem zaczyna się część, która ma dociągnąć do kolejnych przelewów. To już klasyczny mechanizm innych scamów. Musisz wpłacić, żeby otrzymać z powrotem. Najpierw dostajesz informację, że na Twoje dane założono drugie konto, na którym rzekomo znajduje się konkretna kwota. Brzmi jak świetnie, bo wreszcie pojawia się światełko w tunelu. I wtedy pada kluczowe zdanie: środki są zablokowane, zabezpieczone albo „w procesie”, ale da się je wypłacić po wykonaniu „prostego kroku”. Ten prosty krok zawsze oznacza dopłatę.

Karuzela dopłat: volume, ubezpieczenie, legalizacja, approval

Oszustwo jest rozpisane jak scenariusz z punktami do odhaczenia, które są oczywiście płatnei:

  • Najpierw słyszysz, że trzeba wpłacić minimalny „financial volume”, na przykład w ETH, i koniecznie przez wskazaną aplikację lub platformę.
  • Gdy wpłacisz albo się zawahasz, pojawia się wariant B: „wykryto kolejne konto” albo „środki są w innej puli”, więc trzeba zwiększyć volume, bo inaczej system nie przepuści wypłaty.
  • Potem wchodzi „ubezpieczenie”, zwykle liczone procentowo od „odzyskanej” kwoty.
  • A na końcu pojawiają się kolejne hasła-klucze: „legalizacja środków”, „government approval”, „guarantee agreement” i następna dopłata, tym razem jeszcze większa.

Jeśli spróbujesz wpłacić mniej na próbę, potrafią natychmiast odpisać, że kwota jest niewystarczająca i trzeba dopłacić różnicę do wymaganego progu. To ma dać ci wrażenie, że system działa, tylko wymaga dopięcia formalności.

Najbardziej perfidny element: masz wrażenie, że płacisz „na swoje”, a płacisz oszustom

Ten schemat jest zrobiony tak, żebyś czuł, że przelewasz na własne konto lub „swój portfel”, a w rzeczywistości środki trafiają do portfeli przestępców. Do tego dochodzą świeże, jednorazowe adresy, które potrafią zniknąć po kilku godzinach. Źródło przelewu nie ma znaczenia: Revolut, giełda, portfel, cokolwiek. Jeśli adres jest podstawiony, pieniądze znikają tak samo.

Sygnały alarmowe, które powinny od razu zapalić lampkę

Jeśli masz zapamiętać jedno zdanie, to to: gdy ktoś prosi o dopłatę w kryptowalutach, żeby „odblokować” rzekomo odzyskane środki, to prawie na pewno patrzysz na oszustwo. Bardzo podejrzane są też prośby o:

  • podbijanie volume i wykonywanie transakcji w narzuconej aplikacji
  • legalizację albo ubezpieczenie w krypto
  • dopłacanie różnicy do precyzyjnej kwoty
  • presję czasu i narrację, że okno się zamyka. 

Co zrobić, jeśli już jesteś w środku tego schematu

Jeżeli widzisz, że ktoś prowadzi Cię przez kolejne warunki i każda wpłata magicznie okazuje się niewystarczająca, zatrzymaj się. Ten mechanizm działa na rozpędzaniu strat. Im dłużej to trwa, tym trudniej emocjonalnie przerwać, bo w głowie pojawia się myśl: wpłaciłem już tyle, nie mogę się wycofać teraz. Właśnie na to liczą scammerzy. Z praktycznego punktu widzenia cel jest prosty: nie wysyłaj kolejnych środków i zacznij zbierać materiał. Zapisz całą korespondencję, pobierz pliki, zachowaj adresy portfeli, zrób screeny, zapisz daty i kwoty. Nawet jeśli nie odzyskasz wszystkiego, bez tych danych jesteś z pustymi rękami.

Jak wygląda uczciwa pomoc, a jak wygląda pomoc oszustów?

Uczciwa pomoc nie opiera się na bajce o „odblokowaniu środków” przez dopłatę w ETH. Oszuści próbują wmówić, że istnieje jakaś specjalna ścieżka proceduralna, którą „kancelaria” ogarnia szybciej niż ty, tylko musisz zasilić proces kolejną wpłatą. W realnym świecie działania są żmudne, oparte o dowody, korespondencję, ślady transakcyjne i formalne ścieżki. Nie ma magicznej opłaty, po której nagle wszystko wraca na konto.

Finał, który oszczędza pieniądze i nerwy

Jeśli po pierwszym skamie odzywa się do Ciebie „kancelaria” i prowadzi cię do płatności w kryptowalutach, bardzo często masz do czynienia z drugim scamem. Czasem robią to ci sami ludzie, a czasem grupy, które żerują na tej samej bazie ofiar. Najważniejsze jest jedno: nie dokładaj kolejnych pieniędzy. Wypłata nie nastąpi nigdy. To właśnie ten moment decyduje, czy straty się zatrzymają, czy zaczną rosnąć.

Potrzebujesz pomocy?

Prawnik/Copywriter