W Polsce temat opłat nadzorczych dla firm kryptowalutowych w kontekście rozporządzenia MiCA wraca jak bumerang. Od miesięcy pojawiają się propozycje, ale na razie nie ma ostatecznych ustaleń, a tym bardziej gotowych przepisów. To rodzi pytania: jak takie opłaty ustalają inni i czy można podpatrzeć sprawdzone wzorce? Spójrzmy na przykład Malty – jednego z bardziej rozpoznawalnych europejskich hubów dla branży krypto.
Na Malcie opłaty są już określone w przepisach. Trudno jednak nazwać je prostymi – system jest wielowarstwowy i obejmuje trzy elementy:
Taki system ma swoje zalety: jest przewidywalny, progresywny i pozwala regulatorowi finansować nadzór bez nadmiernego obciążania najmniejszych firm. Jednocześnie jednak nakłada znaczące koszty stałe, a procent od wolumenu oznacza opłatę od przychodu, a nie od zysku – co może być problemem dla mniejszych podmiotów o niskiej marży.
W Polsce wciąż nie wiemy, jak dokładnie będą wyglądały opłaty nadzorcze po wejściu w życie MiCA. Na tle tej niepewności model maltański wydaje się uporządkowany, choć niekoniecznie idealny. Dla niektórych firm to przejrzysta i jasna struktura, dla innych – obciążenie trudne do udźwignięcia.
Jeśli interesuje Cię, jak wygląda to w innych państwach i czego realnie można się spodziewać w Polsce, warto śledzić temat – bo finalne decyzje mogą zaważyć na opłacalności całego biznesu krypto.