Rozporządzenie MiCA od połowy 2024 roku jest absolutnym numerem jeden w branży kryptowalut. Weszło w życie jako bezpośrednio stosowane prawo unijne, ale każdy kraj członkowski musi je uzupełnić o własne regulacje krajowe. I tu zaczynają się schody – tempo, zakres oraz koszty wdrożenia MiCA różnią się w zależności od jurysdykcji. Z jednej strony mamy państwa, które już sprawnie przyznają licencje i przyciągają zagranicznych graczy. Z drugiej – kraje, które dopiero procedują ustawy i nie wydały jeszcze ani jednego zezwolenia. Pytanie brzmi: gdzie na tym tle znajduje się Polska i jakie wnioski można wyciągnąć z doświadczeń innych państw? Poniżej w kolejnym akapicie znajdziesz link do pliku, w którym znajdują się kontakty i odpowiedzi od kancelarii z różnych jurysdykcji. Udzieliły nam one informacji niezbędnych do stworzenia tego materiału.
Polska ustawa o rynku kryptoaktywów wciąż jest w procesie legislacyjnym. Dokument liczy kilkaset stron i ma stanowić krajowe uzupełnienie do MiCA. Pod koniec lipca projekt był już przedmiotem pierwszego czytania w Sejmie. Próba jego odrzucenia nie przeszła – 188 posłów było „za”, ale 228 „przeciw”, więc projekt skierowano do dalszych prac w komisji.
Link do pliku z odpowiedziami kancelarii
Na razie nie wydano jeszcze żadnych zezwoleń. Wiadomo jednak, że planowana opłata nadzorcza wyniesie do 0,4% przychodów rocznych podmiotu. To dużo – i w praktyce może uczynić Polskę jednym z droższych krajów w Europie, jeśli chodzi o koszty nadzoru. W zestawieniu z takimi państwami jak Malta, Francja czy Niemcy, które już wydały licencje, Polska wypada na razie jako rynek w oczekiwaniu. Nie ma jeszcze jasności, jak szybko organ nadzoru zacznie wydawać decyzje i czy polskie warunki pozwolą konkurować z innymi krajami.
Analiza przepisów pokazuje ogromne różnice.
Takie dysproporcje pokazują, że każdy kraj podszedł do MiCA na swój sposób – od prostych, zwięzłych regulacji po ciężkie, rozbudowane akty prawne.
Jednym z kluczowych elementów są opłaty za złożenie wniosku i późniejsze opłaty nadzorcze.
Widać, że różnice są kolosalne – od braku opłat po systemy mocno progresywne.
Pierwszym krajem, który wdrożył MiCA, była Hiszpania – 7 kwietnia 2023 r. Kolejne to Estonia (1 lipca 2024), Chorwacja (20 lipca 2024), Litwa (25 lipca 2024, nowelizacja w maju 2025) oraz Włochy (14 września 2024). W Słowacji przepisy wejdą 1 stycznia 2025, a w Czechach – 15 lutego 2025. Bułgaria ma projekt po pierwszym głosowaniu, Portugalia i Belgia wciąż pracują nad ustawami, a w Grecji nadal brak krajowej regulacji – choć rozporządzenie unijne obowiązuje bezpośrednio.
Francja miała regulacje kryptowalutowe już od 2019 roku w ramach systemu DASP. Dzięki temu tamtejszy rynek był przygotowany na MiCA. Od grudnia 2024 r. Francja dostosowała swoje przepisy i zaczęła wydawać licencje zgodne z MiCA.
Do dziś przyznano tam sześć pełnych zezwoleń CASP, a dodatkowo trzydzieści zagranicznych firm działa dzięki paszportowaniu. Koszty jednak wzrosły – z 2000 euro rocznie do 10 000 euro, plus dodatkowe składniki zmienne. To przykład rynku, który dzięki wcześniejszym regulacjom wystartował szybciej niż inne.
W czterech państwach – Belgii, Bułgarii, Portugalii i Grecji – proces legislacyjny wciąż trwa lub jest na bardzo wczesnym etapie. Firmy działają tam głównie na podstawie samego rozporządzenia unijnego. Brak licencji i brak określonych opłat to czynnik, który zniechęca wielu przedsiębiorców do lokowania działalności w tych krajach.
Na poziomie całej Unii Europejskiej do połowy 2025 roku wydano 53 licencje MiCA. Z tego 39 dla dostawców usług CASP, a pozostałe dotyczyły stablecoinów. Najwięcej zezwoleń wydały:
Na Malcie autoryzacje uzyskały duże firmy, takie jak OKX czy Crypto.com. Polska, mimo dużego rynku i sporego potencjału, wciąż czeka na pierwsze decyzje.
Obraz, jaki wyłania się z porównania, jest jasny: Polska na razie pozostaje nieco w tyle. To nie jest jednak negatywna opinia, a stwierdzenie faktu, ponieważ nie mamy jeszcze ustawy. Długi proces legislacyjny, wysokie planowane opłaty i brak pierwszych licencji stawiają nas w trudnej pozycji wobec krajów, które już przyciągają inwestorów. Jednocześnie Polska ma szansę wykorzystać doświadczenia innych państw – przyglądać się modelom w Czechach, na Litwie czy we Francji i unikać błędów. Pytanie tylko, czy zdąży to zrobić na czas, aby nie stracić części rynku na rzecz bardziej dynamicznych jurysdykcji.